Max Vandenburg siedział w samej bieliźnie w zardzewiałej wannie pełnej lodowatej wody. Jego wychudzonym ciałem co chwila władały dreszcze, mięśnie zesztywniały, całe ciało miał sine. Kurczowo zaciskał dłonie na brzegach wanny. Ostre kanty wbijały się w jego skórę. Karali go tak już drugi dzień za to że przemycił bochenek chleba dla dzieci ze swojego baraka. Następnego dnia na apelu Niemcy wyczuli od niego zapach świeżego chleba. Jeden Niemiec rzucił się na niego z pięściami, a dwójka innych zataszczyła do magazynów. Tam zerwali z niego z niego pasiaste ubranie. Wrzucili go do wanny i wlewali wiadra lodowatej wody. Siedział tam cały dzień zbierając przy tym uderzenia po twarzy. Krzyczeli to niego. Wyzywali od śmieci, żydowskiego złodzieja i od zbędnego zwierzęcia, bo na miano człowieka nie zasługiwał. Dziś zdarli go z pryczy i kopiąc prowadzili z powrotem go tu wlokąc. Znowu zdarcie ubrań i wsadzenie do lodowatego kotła jak to nazywali.
Tym razem posunęli się o krok dalej. Łopatami zaczęli wrzucać kostki lodu. Zrezygnowali z ostudzenia herbaty specjalnie by go karać. Zdusił krzyk w głębi gardła. Czekali na to. Czekali aż się złamie. Niestety, nie dam wam tej satysfakcji. Pomyślał. Musiał być silny. Musiał im pokazać, że on także potrafi walczyć. Będzie walczyć! Ma za co! Ma za kogo!
Liesel...Odkąd uciekł tamtej nocy z Himelstrasse 33 w głowie co jakiś czas majaczyła mu ta mała, chuda dziewczynka, ale od Parady Żydów, kiedy podbiegła do niego, ujrzał wtedy kogoś innego. Nie była to chuda, mała dziewczynka z blond włosami. Ujrzał przed sobą anioła...Piękną dziewczynę ze złotymi włosami i z wilgotnymi oczami. Była to jego Strząsaczka Słów.
Pamiętał jak próbował ją wypchnąć na chodnik, ale miał za mało siły. Było mu wstyd z tego powodu. Patrzyła na niego i recytowała fragment ze "Strząsaczki Słów". Pamiętał jak niemiecki żołnierz rozdzielił ich siłą. Nie wiedział co bolało bardziej, czy wyzwiska jakie poleciały w jego stronę, czy cios zadany z bata czy widok jak Liesel także dostaje i upada na chodnik. Zdecydowanie bardziej bolesny był jej widok oraz ta świadomość, że za takie coś może grozić jej niebezpieczeństwo.
Do tego okrutnego miejsca sprawdził go chlust lodowatej wody prosto w twarz. Nie mógł poruszać ustami, nie mógł otworzyć oczu, nie potrafił zapanować nad skurczem twarzy.
- Genug!- Warknął jeden z żołnierz. - Dostałeś już nauczkę, co? Du Arschloch! Nie zabiliśmy cię tylko dlatego że ktoś jest potrzebny w kuchni.
Niemiec złapał go za włosy i przybliżył do siebie.
- Jeśli nie zabijemy cie my to choroba zrobi to za nas.
Pozostali roześmiali się jakby właśnie usłyszeli najlepszy żart pod słońcem. Maxem wstrząsały dreszcze.
- Patrzcie jak się trzęsie! - zawołał inny - Niczym glizda którą jest!
Kolejne salwy śmiechu wypełniły magazyn. Max Vanderburg siedział w wannie i myślał o Strząsaczce Słów.
Czy nie miała kłopotów po tym jak do niego pobiegła? Czy przyszli po Hansa? Czy jeśli tak, to czy jeszcze żyje? Czy po wybryku Liesel Rosa nie miała problemów? Czy ci ludzie, którzy ukrywali go w piwnicy jeszcze żyją? Modlił się z nich każdej nocy. Ci ludzie o wielkich sercach ryzykowali dla niego bardzo dużo. Podtrzymywali go przy życiu. Karmili go choć sami nie mieli dużo. Podczas choroby opiekowali się nim. Podczas zimnych nocy kazali sypiać przy kominku. Ile zawdzięczał Liesel, Hansowi i Rosie...
- Steh auf! kleiden ein Schwein!
Max z trudem wstał. Kiedy postawił nogę na podłodze nie potrafił się na niej utrzymać i runął na podłogę. Śmiechy były jeszcze głośniejsze. Żołnierz rzucił mu pasiaste ubranie na głowę. Żyd wyczuł okropny odór. Ubrania do całości przesiąknięte potem, brudem i bezradnością. Udało mu się naciągnąć spodnie na nogi. Poczuł ledwo wyczuwalne ciepło.
- Kiedy się w końcu ubierz dowleczesz się do baraka. Zrozumiano?
-Ja. Zrozumiano.
Hitlerowcy wyszli z magazynu, a Max drzacymi rękami ubrał koszulę. Pochuchał w zmarznięte dłonie albo raczej próbował, bo twarz take odmawiała posłuszeństwa. Wsunął jeszcze podziurawione buty i podniósł się popierając się o wannę. Nie poczuł bólu, nie poczuł krwi płynącej z ran na dłoniach. Przyzwyczaił kończyny do stania, potykając się ruszył w stronę drzwi. Dam radę, dam radę.
Witam Was bardzo serdecznie na blogu poświęconym Liesel i Maxowi, bohaterom z książki Marksa Zusaka "Złodziejka książek". Główną przyczyną powstania blogu jest wielki niedosyt i ciekawość co działo się z Maxem w Dachau i po odwiedzeniu Liesel w sklepie Alexa Stinera. Drugą przyczyną jest sama ta dwójka. Bezwątpienia zaliczam się do grupy, która jest przekonana, że to właśnie z Maxem Liesel związała się po wojnie. Nie ukrywając. Uwielbiam tę parę! Prolog za nami jak i krótkie przywitanie. Życzę przyjemnego czytania następnych rozdziałów :*
PS. Ten kto jeszcze nie przeczytał złodziejki książek niech szybko to zrobi, bo naprawdę warto. Polecam z całego serca.
Tym razem posunęli się o krok dalej. Łopatami zaczęli wrzucać kostki lodu. Zrezygnowali z ostudzenia herbaty specjalnie by go karać. Zdusił krzyk w głębi gardła. Czekali na to. Czekali aż się złamie. Niestety, nie dam wam tej satysfakcji. Pomyślał. Musiał być silny. Musiał im pokazać, że on także potrafi walczyć. Będzie walczyć! Ma za co! Ma za kogo!
Liesel...Odkąd uciekł tamtej nocy z Himelstrasse 33 w głowie co jakiś czas majaczyła mu ta mała, chuda dziewczynka, ale od Parady Żydów, kiedy podbiegła do niego, ujrzał wtedy kogoś innego. Nie była to chuda, mała dziewczynka z blond włosami. Ujrzał przed sobą anioła...Piękną dziewczynę ze złotymi włosami i z wilgotnymi oczami. Była to jego Strząsaczka Słów.
Pamiętał jak próbował ją wypchnąć na chodnik, ale miał za mało siły. Było mu wstyd z tego powodu. Patrzyła na niego i recytowała fragment ze "Strząsaczki Słów". Pamiętał jak niemiecki żołnierz rozdzielił ich siłą. Nie wiedział co bolało bardziej, czy wyzwiska jakie poleciały w jego stronę, czy cios zadany z bata czy widok jak Liesel także dostaje i upada na chodnik. Zdecydowanie bardziej bolesny był jej widok oraz ta świadomość, że za takie coś może grozić jej niebezpieczeństwo.
Do tego okrutnego miejsca sprawdził go chlust lodowatej wody prosto w twarz. Nie mógł poruszać ustami, nie mógł otworzyć oczu, nie potrafił zapanować nad skurczem twarzy.
- Genug!- Warknął jeden z żołnierz. - Dostałeś już nauczkę, co? Du Arschloch! Nie zabiliśmy cię tylko dlatego że ktoś jest potrzebny w kuchni.
Niemiec złapał go za włosy i przybliżył do siebie.
- Jeśli nie zabijemy cie my to choroba zrobi to za nas.
Pozostali roześmiali się jakby właśnie usłyszeli najlepszy żart pod słońcem. Maxem wstrząsały dreszcze.
- Patrzcie jak się trzęsie! - zawołał inny - Niczym glizda którą jest!
Kolejne salwy śmiechu wypełniły magazyn. Max Vanderburg siedział w wannie i myślał o Strząsaczce Słów.
Czy nie miała kłopotów po tym jak do niego pobiegła? Czy przyszli po Hansa? Czy jeśli tak, to czy jeszcze żyje? Czy po wybryku Liesel Rosa nie miała problemów? Czy ci ludzie, którzy ukrywali go w piwnicy jeszcze żyją? Modlił się z nich każdej nocy. Ci ludzie o wielkich sercach ryzykowali dla niego bardzo dużo. Podtrzymywali go przy życiu. Karmili go choć sami nie mieli dużo. Podczas choroby opiekowali się nim. Podczas zimnych nocy kazali sypiać przy kominku. Ile zawdzięczał Liesel, Hansowi i Rosie...
- Steh auf! kleiden ein Schwein!
Max z trudem wstał. Kiedy postawił nogę na podłodze nie potrafił się na niej utrzymać i runął na podłogę. Śmiechy były jeszcze głośniejsze. Żołnierz rzucił mu pasiaste ubranie na głowę. Żyd wyczuł okropny odór. Ubrania do całości przesiąknięte potem, brudem i bezradnością. Udało mu się naciągnąć spodnie na nogi. Poczuł ledwo wyczuwalne ciepło.
- Kiedy się w końcu ubierz dowleczesz się do baraka. Zrozumiano?
-Ja. Zrozumiano.
Hitlerowcy wyszli z magazynu, a Max drzacymi rękami ubrał koszulę. Pochuchał w zmarznięte dłonie albo raczej próbował, bo twarz take odmawiała posłuszeństwa. Wsunął jeszcze podziurawione buty i podniósł się popierając się o wannę. Nie poczuł bólu, nie poczuł krwi płynącej z ran na dłoniach. Przyzwyczaił kończyny do stania, potykając się ruszył w stronę drzwi. Dam radę, dam radę.
Witam Was bardzo serdecznie na blogu poświęconym Liesel i Maxowi, bohaterom z książki Marksa Zusaka "Złodziejka książek". Główną przyczyną powstania blogu jest wielki niedosyt i ciekawość co działo się z Maxem w Dachau i po odwiedzeniu Liesel w sklepie Alexa Stinera. Drugą przyczyną jest sama ta dwójka. Bezwątpienia zaliczam się do grupy, która jest przekonana, że to właśnie z Maxem Liesel związała się po wojnie. Nie ukrywając. Uwielbiam tę parę! Prolog za nami jak i krótkie przywitanie. Życzę przyjemnego czytania następnych rozdziałów :*
PS. Ten kto jeszcze nie przeczytał złodziejki książek niech szybko to zrobi, bo naprawdę warto. Polecam z całego serca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz